Run Forrest, run!!!
Run Forrest, run!!!
Biega ktoś? Właśnie z lepszą połówką zaczęliśmy. W ciągu 18 dni 12 dni w biegu. Kurde, wciąga to jak cholera, ale widać postępy to i motywacja lepsza.
Komentarze na polskich forach dyskusyjnych? Tak ja to widzę:


- KFS-miniatures
- Posty: 6382
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 01:23
- Kontakt:
Re: Run Forrest, run!!!
bieganie nie jest naturalną aktywnością człowiek. biegasz, jak ktos cie goni, bo mu zajebałes, albo on chce ci zajebać.
Re: Run Forrest, run!!!
Niekoniecznie, ja biegam bo mi się palić chce. Po fajki do kiosku.KFS-miniatures pisze:biegasz, jak ktos cie goni, bo mu zajebałes, albo on chce ci zajebać.
- KFS-miniatures
- Posty: 6382
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 01:23
- Kontakt:
Re: Run Forrest, run!!!
już ja widzę twój bieg. jak gepard normalnie..
twoja aktywnośc to 'wyprowadzanie nałogu na spacer'
twoja aktywnośc to 'wyprowadzanie nałogu na spacer'
Re: Run Forrest, run!!!
Bieganie to stan dla człowieka bardzo naturalny, gdyż przed "wynalezieniem" kijka i kamienia to albo coś gonił, albo przed czymś spierdalał 
PS
Po fajki kiedyś też biegałem, ale z czasem ten kiosk jakby chyba coraz dalej był, bo się coraz bardziej męczyłem
PS
Po fajki kiedyś też biegałem, ale z czasem ten kiosk jakby chyba coraz dalej był, bo się coraz bardziej męczyłem
Komentarze na polskich forach dyskusyjnych? Tak ja to widzę:


- KFS-miniatures
- Posty: 6382
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 01:23
- Kontakt:
Re: Run Forrest, run!!!
a przed wynalezieniem telefonów komórkowych rozpalał ogniska.Panzer pisze:Bieganie to stan dla człowieka bardzo naturalny, gdyż przed "wynalezieniem" kijka i kamienia to albo coś gonił, albo przed czymś spierdalał
zresztą ja juz się w życiu nabiegałem.
Re: Run Forrest, run!!!
Oj bardzo bym chciał zobaczyć jak biegasz w tych swoich kozakach 
Komentarze na polskich forach dyskusyjnych? Tak ja to widzę:


Re: Run Forrest, run!!!
Ja to tak wspomnę biegactwo tylko. Kiedyś za czasów marynarskich a było to coś cirka trzydzieści lat temu. Na drugi dzień po przybyciu do jednostki czyli gdy przyszły elew był jeszcze wczorajszy. Ubrali nas skoro świt w powyciągane koszulki oraz w majty do kolan i posłali na zaprawę. Bieg po wewnętrznej alejce wokół skweru. Trzy kółka miały stanowić przepisowe dla żołnierza trzy kilometry. Padliśmy po niecałej połówce pierwszego okrążenia
Makabra jakaś była. Ale codzienne bieganie doprowadziło do tego, że po kilku tygodniach codzienny bieg poranny na trzy kilometry zaowocował i takie bieganie wciągaliśmy nosem. Do czasu starego rocznika gdy już nie bardzo się chciało biegać "staremu". Skrajnym przypadkiem była inspekcja ze sztabu MW pod sam koniec służby gdzie mieliśmy przebiec trzy kilometry na czas ze wszystkimi klamotami. Pamiętam prostą drogę pod Wejherowem gdzie wojskowa ciężarówka pojechała by wyznaczyć nam odległość. Stare wojsko parsknęło śmiechem rozpaczy gdy zobaczyło jak to daleko. Oficer ze sztabu popatrzył na nas i też parsknął śmiechem ale śmiechem politowania i powiedział, że wcale nie tak daleko bo ciężarówka stoi w połowie drogi a my musimy tu wrócić biegiem i wtedy będzie trzy kilometry.
Ale najlepszym i najciekawszym biegiem jakie pamiętam były biegi w małpim gaju. Ale nie takim wojskowym. Koszary w Wejherowie to kompleks trzech zespolonych nieruchomości. W środku były koszary po prawo szpital dla wariatów a po lewo jakieś kantyny i inne tajemne budynki. Na kompanii chciało się czasem pić staremu wojsku, więc wysyłali młodego późnym wieczorem po piwo. Ponieważ z zajęć politycznych wiedzieliśmy jak się zupę nosi w plecakowym termosie a naszym tu bohaterem był Gustlik z pancernych więc przytraczało się termos do plecków młodego a ten ino chyc przez płoty, knieje i druty kolczate do knajpy na dworcu po piwko z kranu. W tych biegach dodatkowym plusem były zawsze relacje biegającego z tego biegu z termosem o tym kogo spotkał, przed kim uciekał i co tam mu się przydażyło z czego miał obowiązek przed "starym" się wyspowiadać. By sprostać popytowi nad podażą takie małpie biegi robiło się kilka razy lub w kilku, choć samemu było bezpieczniej. Kara za wpadkę była jedna 2 tygodnie pierdla. Więc biegać trzeba było się nauczyć.
Ale najlepszym i najciekawszym biegiem jakie pamiętam były biegi w małpim gaju. Ale nie takim wojskowym. Koszary w Wejherowie to kompleks trzech zespolonych nieruchomości. W środku były koszary po prawo szpital dla wariatów a po lewo jakieś kantyny i inne tajemne budynki. Na kompanii chciało się czasem pić staremu wojsku, więc wysyłali młodego późnym wieczorem po piwo. Ponieważ z zajęć politycznych wiedzieliśmy jak się zupę nosi w plecakowym termosie a naszym tu bohaterem był Gustlik z pancernych więc przytraczało się termos do plecków młodego a ten ino chyc przez płoty, knieje i druty kolczate do knajpy na dworcu po piwko z kranu. W tych biegach dodatkowym plusem były zawsze relacje biegającego z tego biegu z termosem o tym kogo spotkał, przed kim uciekał i co tam mu się przydażyło z czego miał obowiązek przed "starym" się wyspowiadać. By sprostać popytowi nad podażą takie małpie biegi robiło się kilka razy lub w kilku, choć samemu było bezpieczniej. Kara za wpadkę była jedna 2 tygodnie pierdla. Więc biegać trzeba było się nauczyć.
- KFS-miniatures
- Posty: 6382
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 01:23
- Kontakt:
Re: Run Forrest, run!!!
a w oficerkach to najgorzej po dobrym chodniku się biega, bo blacha się ślizga.
na szczescie w polsce dobre chodniki sa w deficycie
na szczescie w polsce dobre chodniki sa w deficycie
Re: Run Forrest, run!!!
Za młodu też trochę biegałem, teraz to już wole piwko i tv 
