Farby - mieszanie, rozcieńczanie i takie tam podobne
: ndz 05 sie 2012, 21:35
Wiadomo, że przed użyciem farba musi być bardzo dobrze wymieszana. Ale jakoś od początku nie bardzo odpowiadała mi metoda wymieszania farby w słoiczku za pomocą np. wykałaczki czy zapałki.
Raz, że otwarty słoiczek, z którego ulatniają się opary feromonów, które mogą mniej lub bardziej wpływać na wizję przy malowaniu, i nie koniecznie tą zamierzoną.
Dwa, że ulatnia się to, co moim zdaniem powinno zostać w słoiczku, a więc zmienia się gęstość farby, być może nawet jej żywotność i jakość. Mam tu na myśli ilość otwierania tego samego słoiczka w celu ponownego wymieszania.
Inspiracją do poniższej metody była puszka spray’u. Każdy wie, że przed użyciem, w celu dobrego wymieszania zawartości trzeba kilkakrotnie potrząsnąć. Słychać wtedy grzechotanie jednej lub kilku kulek, które przyśpieszają proces dokładnego wymieszania.
Postanowiłem zrobić sobie takie kulki i aplikować je do słoiczków z farbą. W czeluściach garażu znalazłem znaczne ilości cyny lutowniczej, z pewnością pamiętającej jeszcze czasy minionego ustroju. Uznałem, że cyna jako metal szlachetny świetnie się do tego celu nada, a i pod względem swojego ciężaru właściwego będzie spełniać swoją rolę. Były rozpatrywane również kulki ołowiane ze sklepu wędkarskiego.
Zatem na nierdzewnej blaszcze (bo do niej nie przylega cyna) zacząłem robić sobie takie oto kuleczki:

Sposób prosty jak budowa cepa. Trzymając grot lutownicy tuż nad płytką, przykładałem do niego cynę, a ta spływała sobie na płytkę, samoistnie tworząc kulkę spłaszczoną od spodu. Można oczywiście decydować o wielkości kulki, dozując odpowiednią ilość cyny. A że cyna była z kalafonią, to i pozostawała ta kalafonia w formie takich kryształków na obrzeżu kulki. Potem wszystkie kulki z płytki, razem z tymi kryształami kalafonii, wrzucałem do słoiczka z nitro na noc, które bez żadnego problemu rozpuściło kryształki, a cynowe kuli oczyściło powierzchniowo. Następnie wszystkie kulki ze słoiczka wrzuciłem do metalowego kuchennego sitka do rozcierania cukru pudru (u mnie zmieiło już swoje pierwotne przeznaczenie) i przepłukałem kolejną dawką nitro. Pozostało zostawić do wyschnęcia i zapakować do słoiczka z nakrętką by się nie zakurzyły.
Jak dla mnie, do chyba najlepszy rozmiar kulek to 5-8mm, w ilości na słoiczek 3-6 sztuk, a na pewno taka ilość, aby farba ze słoiczka się nie przelała. Po zaaplikowaniu kulek do słoiczka z farbą, wystarczy kilkanaście razy potrząsnąć zamknięty(!) słoiczek i gotowe. Oczywiście kulki są przechodnie, tzn. jak się skończy farba, to kulki można wyciągnąć, umyć w nitro i ponownie wykorzystać.
Jako ciekawostkę podam, że zrobienie ok. 200 kulek zajęło mi niespełna 30 minut.
Kolejnym aspektem którym się chcę podzielić, to sposób na dokładne rozcieńczanie, dawkowanie i przechowywanie rozcieńczonych farb.
Tu się szczerze przyznaję, że z pewnym politowaniem kiwam głową, jak ktoś wypisuje, że miesza farbę i rozcieńczalnik w aerografie, dawkując na przemian jakieś ilości to jednego i drugiego.
Do tego celu wykorzystuję strzykawkę 2ml (5 ml dla Surfacera) oraz igłę lekarską o średnicy 1,2. Igła o mniejszej średnicy słabiej zasysa gęstą farbę ze słoiczka, a o większej średnicy zbyt zachłannie.
Bardzo ważne: ostrze igły musi być zeszlifowane, nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale również dla wygody:

Najpierw zasysam odpowiednią ilość rozcieńczalnika, według receptury oczywiście. Ważna jest kolejność: rozcieńczalnik, a potem farba. W tym przypadku zassałem 0,6 ml:

I nie odwracająć strzykawki igłą do góry, bardzo wolno zasysam odpowiednią ilość farby. Zasysanie powinno być nie tylko wolne, ale i spokojne i równomierne (kwestia wprawy), ponieważ zbyt gwałtowne albo zbyt szybkie zasysanie prowadzi do natychmiastowego wymieszania obydwu mediów. Co prawie nastąpiło na zdjęciu poniżej. Chodzi o to, żeby widzieć na podziałce strzykawki ilość nabranej farby:

Oczywistym jest, że nabierająć np. X ml rozcieńczalnika, pewna jego objętość znajduje się jeszcze w dziubku strzykawki i igle (w tym układzie: sztrzykawka 2 ml i igła 1,2 mm jest to 0,15 ml). Dlatego nie odwracam strzykawki i zaczynam napełniać farbą. Kiedy napełnię odmierzoną ilość farby (której teraz część objętości znajduje się w dziubku strzykawki i igle), odwracam srzykawkę igłą do góry i zasysam do strzykawki to co zostało w dziubku i igle. Wszystko się prawie zeruje. Błąd proporcji w tym przypadku wynosi 0,07 ml.
Po czym zatykam wylot igły palcem (zeszliwowanie dla wygody) i mocno potrząsam dla wymieszania. Poniżej efekt. Można od razu zaobserwować gęstość rozcieńczonej farby (jak spływa po ściankach), oraz faktyczną ilość objętościową:

Następnie biorę to:

I po zdjęciu igły ze strzykawki, aplikuję kropelkami opóźniacz w ilości 10-15% objętości rozcieńczonej farby:

Po czym ponownie mieszam wstrząsając.
Faktem jest, że jak trochę taka rozcieńczona farba postoi, to nie tylko farba oddziela się od reszty mediów, ale również rozczepiają się poszczególne pigmenty (co również zachodzi w słoiczkach z nierozcieńczoną farbą), z których składa się farba. Wystarczy wtedy ją dobrze wytrząsnąć i znowu można ją używać. Nie wiem jaki jest czas przechowywania tak przygotowanej farby. U mnie po ok. 1,5 miesiąca np. czarna nadal nadawała się do użytku. Odparowanie mediów przy tak niewielkim otworze w igle jest niemal zerowe.
Poza tym, z takiej strzykawki z igłą, do aero zaaplikować minimum jedną kropelkę, a co za tym idzie, taką ilość farby, jaką możemy przewidzieć do zużycia. Przy czym zawsze można sobie dokapać dokładkę.
Ceny strzykawek i igieł, nawet tego samego producenta w tym samym rozmiarze są bardzo zróżnicowane i zależne od miejsca zakupu. Ostatnio udało mi się kupić w aptece w CZD strzykawki po 0,15 zł za sztukę (w necie są po 0,08 zł za sztukę – w paczce 100 szt) i igły po 0,1 zł za sztukę. Natomiast te same strzykawki w aptece Dbam o Zdrowie kosztowały 0,45 zł za sztukę.
Oczywiście materiał zarówno strzykawek jak i igieł bez problemu wytrzymuje taką chemię jak aceton, nitro, benzyna, Wamod, Mr. Tool Cleaner, więc z umyciem do ponownego użytku nie ma problemu. Tylko przy moim zużyciu i prży takiej cenie to mi się nie chce i wywalam do kosza.
Raz, że otwarty słoiczek, z którego ulatniają się opary feromonów, które mogą mniej lub bardziej wpływać na wizję przy malowaniu, i nie koniecznie tą zamierzoną.
Dwa, że ulatnia się to, co moim zdaniem powinno zostać w słoiczku, a więc zmienia się gęstość farby, być może nawet jej żywotność i jakość. Mam tu na myśli ilość otwierania tego samego słoiczka w celu ponownego wymieszania.
Inspiracją do poniższej metody była puszka spray’u. Każdy wie, że przed użyciem, w celu dobrego wymieszania zawartości trzeba kilkakrotnie potrząsnąć. Słychać wtedy grzechotanie jednej lub kilku kulek, które przyśpieszają proces dokładnego wymieszania.
Postanowiłem zrobić sobie takie kulki i aplikować je do słoiczków z farbą. W czeluściach garażu znalazłem znaczne ilości cyny lutowniczej, z pewnością pamiętającej jeszcze czasy minionego ustroju. Uznałem, że cyna jako metal szlachetny świetnie się do tego celu nada, a i pod względem swojego ciężaru właściwego będzie spełniać swoją rolę. Były rozpatrywane również kulki ołowiane ze sklepu wędkarskiego.
Zatem na nierdzewnej blaszcze (bo do niej nie przylega cyna) zacząłem robić sobie takie oto kuleczki:

Sposób prosty jak budowa cepa. Trzymając grot lutownicy tuż nad płytką, przykładałem do niego cynę, a ta spływała sobie na płytkę, samoistnie tworząc kulkę spłaszczoną od spodu. Można oczywiście decydować o wielkości kulki, dozując odpowiednią ilość cyny. A że cyna była z kalafonią, to i pozostawała ta kalafonia w formie takich kryształków na obrzeżu kulki. Potem wszystkie kulki z płytki, razem z tymi kryształami kalafonii, wrzucałem do słoiczka z nitro na noc, które bez żadnego problemu rozpuściło kryształki, a cynowe kuli oczyściło powierzchniowo. Następnie wszystkie kulki ze słoiczka wrzuciłem do metalowego kuchennego sitka do rozcierania cukru pudru (u mnie zmieiło już swoje pierwotne przeznaczenie) i przepłukałem kolejną dawką nitro. Pozostało zostawić do wyschnęcia i zapakować do słoiczka z nakrętką by się nie zakurzyły.
Jak dla mnie, do chyba najlepszy rozmiar kulek to 5-8mm, w ilości na słoiczek 3-6 sztuk, a na pewno taka ilość, aby farba ze słoiczka się nie przelała. Po zaaplikowaniu kulek do słoiczka z farbą, wystarczy kilkanaście razy potrząsnąć zamknięty(!) słoiczek i gotowe. Oczywiście kulki są przechodnie, tzn. jak się skończy farba, to kulki można wyciągnąć, umyć w nitro i ponownie wykorzystać.
Jako ciekawostkę podam, że zrobienie ok. 200 kulek zajęło mi niespełna 30 minut.
Kolejnym aspektem którym się chcę podzielić, to sposób na dokładne rozcieńczanie, dawkowanie i przechowywanie rozcieńczonych farb.
Tu się szczerze przyznaję, że z pewnym politowaniem kiwam głową, jak ktoś wypisuje, że miesza farbę i rozcieńczalnik w aerografie, dawkując na przemian jakieś ilości to jednego i drugiego.
Do tego celu wykorzystuję strzykawkę 2ml (5 ml dla Surfacera) oraz igłę lekarską o średnicy 1,2. Igła o mniejszej średnicy słabiej zasysa gęstą farbę ze słoiczka, a o większej średnicy zbyt zachłannie.
Bardzo ważne: ostrze igły musi być zeszlifowane, nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale również dla wygody:

Najpierw zasysam odpowiednią ilość rozcieńczalnika, według receptury oczywiście. Ważna jest kolejność: rozcieńczalnik, a potem farba. W tym przypadku zassałem 0,6 ml:

I nie odwracająć strzykawki igłą do góry, bardzo wolno zasysam odpowiednią ilość farby. Zasysanie powinno być nie tylko wolne, ale i spokojne i równomierne (kwestia wprawy), ponieważ zbyt gwałtowne albo zbyt szybkie zasysanie prowadzi do natychmiastowego wymieszania obydwu mediów. Co prawie nastąpiło na zdjęciu poniżej. Chodzi o to, żeby widzieć na podziałce strzykawki ilość nabranej farby:

Oczywistym jest, że nabierająć np. X ml rozcieńczalnika, pewna jego objętość znajduje się jeszcze w dziubku strzykawki i igle (w tym układzie: sztrzykawka 2 ml i igła 1,2 mm jest to 0,15 ml). Dlatego nie odwracam strzykawki i zaczynam napełniać farbą. Kiedy napełnię odmierzoną ilość farby (której teraz część objętości znajduje się w dziubku strzykawki i igle), odwracam srzykawkę igłą do góry i zasysam do strzykawki to co zostało w dziubku i igle. Wszystko się prawie zeruje. Błąd proporcji w tym przypadku wynosi 0,07 ml.
Po czym zatykam wylot igły palcem (zeszliwowanie dla wygody) i mocno potrząsam dla wymieszania. Poniżej efekt. Można od razu zaobserwować gęstość rozcieńczonej farby (jak spływa po ściankach), oraz faktyczną ilość objętościową:

Następnie biorę to:

I po zdjęciu igły ze strzykawki, aplikuję kropelkami opóźniacz w ilości 10-15% objętości rozcieńczonej farby:

Po czym ponownie mieszam wstrząsając.
Faktem jest, że jak trochę taka rozcieńczona farba postoi, to nie tylko farba oddziela się od reszty mediów, ale również rozczepiają się poszczególne pigmenty (co również zachodzi w słoiczkach z nierozcieńczoną farbą), z których składa się farba. Wystarczy wtedy ją dobrze wytrząsnąć i znowu można ją używać. Nie wiem jaki jest czas przechowywania tak przygotowanej farby. U mnie po ok. 1,5 miesiąca np. czarna nadal nadawała się do użytku. Odparowanie mediów przy tak niewielkim otworze w igle jest niemal zerowe.
Poza tym, z takiej strzykawki z igłą, do aero zaaplikować minimum jedną kropelkę, a co za tym idzie, taką ilość farby, jaką możemy przewidzieć do zużycia. Przy czym zawsze można sobie dokapać dokładkę.
Ceny strzykawek i igieł, nawet tego samego producenta w tym samym rozmiarze są bardzo zróżnicowane i zależne od miejsca zakupu. Ostatnio udało mi się kupić w aptece w CZD strzykawki po 0,15 zł za sztukę (w necie są po 0,08 zł za sztukę – w paczce 100 szt) i igły po 0,1 zł za sztukę. Natomiast te same strzykawki w aptece Dbam o Zdrowie kosztowały 0,45 zł za sztukę.
Oczywiście materiał zarówno strzykawek jak i igieł bez problemu wytrzymuje taką chemię jak aceton, nitro, benzyna, Wamod, Mr. Tool Cleaner, więc z umyciem do ponownego użytku nie ma problemu. Tylko przy moim zużyciu i prży takiej cenie to mi się nie chce i wywalam do kosza.

